niedziela, 28 marca 2010

To już miesiąc nie ma z nami Mistrza?

Czas ponoć leczy rany, ale nie wszystkie :(

Tęsknimy za Tobą, Dziabągu, białogłowa fretko...




Kiedyś... na przykład 5 lat temu, to były czasy!!!
Byłeś zdrowy, energiczny, ot co, byłeś szaloną fretką!!!
Futerko Twoje było przepiękne, gęste, a kolor żółty/złoty dominował!
Nie było nigdy spokoju, bo chciałeś się ciągle bawić... szczególnie o 5 rano,
a to z Dyzkiem-kumplem od frecich zapasów, a to z córką Tasią-mała łobuziczką,
a to z duuużymi (ludzkim) fretkami!

Dziabąg i jego ukochany banan

Aż przyszła starość, choroby i słabość...
Ale pomimo roku walki z nieznośnie nachodzącymi Cię poważnymi chorobami i wieloma bolączkami i niedomogami, byłeś pogodny, przyjazny i towarzyski!

Dziabąg dogrzewany

Bardzo Ci dziękujemy za każdy dzień, który spędziliśmy z Tobą
i dla Ciebie!

poniedziałek, 15 marca 2010

Dyziu, dlaczego???

Właśnie mija tydzień, od kiedy nie ma z nami Dyzia...

Naszego szuracza, tupacza, szwendacza...
fretki o nadłuższym ogonku, najdłuższych wąsikach, najdłuższych kiełkach, najczarniejszym nosku, najokrąglejszych oczkach...
najłagodniejszej freciej naturze...
freciego Przytojniaczka, który skradł niejedno serce...



Osiem dni minęło, od kiedy serce Dziabąga przestało bić...
a Ty, wielki miłośniku Wujcia Dziabąga...
pobiegłeś za Nim... za Tęczowy Most,
tam gdzie nie ma bólu, nie ma choroby,
nie ma smutku i nie ma samotności...

Pozostawiłeś swoje miseczki, hamaczki, zabawki, smakołyki...
i nas, z pustym sercem, potokiem łez, krzykiem rozpaczy...
miłością stłamszoną przez bół rozstania, pustką pogłebiającą tęsknotę...

Setki zdjęć, dziesiątki filmów nie zastąpią Ciebie, tego jedynego,
niezastąpionego freciaka - strażnika domu, broniącego przed obcymi fretkami, freciaka - bojącego dudka na widok zmiotki...freciej zabawy i uśmiechu...



Choroba podstępnie Cię nam wykradła, choć tak dzielnie walczyłeś...
a może miłość do Dziabąga była tak wielka, że podążyłeś za Nim?
ale czemu tak prędko??? Czyżby Ci szepnął na pożegnanie, że czeka na zabawy z Tobą?



Twoja dziewczyna Tasia tęskni za Tobą bardzo...
tęskni za Wami oboma...za czasami, kiedy miała kogo bronić!



...a obiecywaliśmy sobie, że jak tylko przyjdzie wiosna, to pójdziemy na spacer...
jak kiedyś... na Młociny

środa, 3 marca 2010

Dziabąg, nasz Mistrz odszedł :(:(:(




Dziabągu, nasz Ogonku kochany!
Nie ma słów, które by ukoiły ból...
Nie ma słów, które by wypęłniły pustkę...
Ale są słowa, które zaprowadzą Cię tam, gdzie się kiedyś znowu spotkamy:

Wiej wietrze wiej
zmyj z duszy mej cały lęk
rozkołysz czas
po halach niech buja się
po chmurach
poprowadź mnie
nasyć marzenia jak żagle
siłę im daj
błogosław życia skraj
a światu powiedz
by z nocy w mocy odrodził się
i nie poganiał nie poganiał mnie

a kiedy zasnę
rozsyp melodię tą w piach
kamieniem w wodę wrzuć strach.



Żegnają Cię zasmucone i osamotnione fretki - wierny kumpel Dyzio i córka Tasia



piątek, 22 stycznia 2010

Dziadku Dziabągu, zdrówka życzymy!!!

Dziadek Dziabąg z wiernym przyjacielem Dyziem

Kochany Dziadku Dziabągu!
Życzymy Ci z całego serca DUŻO ZDRÓWKA!
Wiemy, że życie starszego pana, z wieloma chorobami jest bardzo trudne, ale wiemy też, że jesteś najprawdziwszym TWARDZIELEM i nie raz już stawiłeś czoła wielkim trudnościom!
Życzymy Ci, aby apetyt był, by leki nie były takie niesmaczne!
By serducho Cię nie dusiło, kręgosłup nie bolał, a wątróbka nie doskwierała!

Jesteś najprawdziwszym frecim Dziadkiem i wierzymy mocno, że na wiosnę będziesz mógł iść na spacer w towarzystwie jednego ze swoich wnuków, prawnuków... praprawnuków!

wtorek, 5 stycznia 2010

Pan Dyzio był chory (:


Pan Dyzio był chory
i leżał w łóżeczku.
I przyszedł wet doktor.
- Jak się masz, freteczku?

- Źle bardzo – i łapkę
wyciągnął do niego.
Wziął za puls wet doktor
poważnie chorego.

I dziwy mu prawi:
- Mało się jadło,
co gorsza, nie myszki,
lecz odrobinę Intestinala;

Źle bardzo… chora nerka!
Źle bardzo, freciaczku!
Oj długo ty, długo
poleżysz w łóżeczku

I nic jeść nie będziesz,
convalescenca i basta.
Broń Boże mięska,
papryczki lub chrupka!

- A myszki nie można? -
zapyta Dyziołek –
lub kurczaczka małego
choć parę udeczek?

- Broń Boże! Głodówka
i dieta ścisła!
Od tego pomyślność
w leczeniu zawisła.

... tak przedstawia się zdrowie Dyzia dziś...
po 18 czeka biedaka operacja wodonercza...
precz z wielką nerką, balonem wypełnionym moczem...

potem fachowa opieka wet doktora...
powrót do domu, do Dziabąga i Tasi...

Dyziaku...freciaku o anielskim spojrzeniu i anielskiej duszy..

TRZYMAMY ZA CIEBIE BARDZO MOCNO ZACIŚNIĘTE KCIUKI

FRECIAKI I INNE ZWIERZAKI SUPŁAJĄ OGONKI

czwartek, 24 grudnia 2009

Dziabągi zimowe (domowe)


Dyź i Taś mają nową rozrywkę - polowanie na krople wody!
Tasia uwielbia jajka!
Dziabąga brzuszek to bbb wygodna poduszka!
Dziab i Dyź, to kumple jakich mało!
Dyź w swoim nowym "posłanku"
Wielbiciele żółtka!
Dziabąg czasami ma ochotę na trochę zabawy!

czwartek, 3 grudnia 2009

Dzień Bez Futra-przez cały rok!

Jesteśmy szczęśliwymi fretkami! A dlaczego?
Dziabąg i Dyzio urodzili się na fermie (ewentualnie w hurtowni zoologicznej), ale na szczęście  nie zostali tam długo! Gdyby nie trafili do sklepu, a potem do kochającego domku... mogliby skończyć na jesieni, w wieku ok. 6 miesięcy jako kołnierzyk, mufka, etola, czapka czy inny element stroju!

Cały rok, a szczególnie 25.listopada, w Dniu bez Futra protestujemy przeciwko zabijaniu zwierząt na futra!!!

2 lata temu Tasia miała przyjemność protestować na rękach Agaty Buzek!
a w tym roku z Vivą!




A przeciwko czemu protestujemy?
FERMA FUTRZARSKA uwaga! drastyczne sceny!
Czy tak powinno wyglądać życie zwierząt?
Zwierzęta trzymane w ciasnych klatkach, karmione odpadami, zlęknione i pozbawione wolności czekają w bólu, uciemięrzeniu i upodleniu na dzień, w którym pozbawi się ich życia w imię ich futra!
Czy dla szyku, blichtru, sławy i samozadowolenia elegantek powinny te niewinne istoty cierpieć?
Lisy, jenoty, szynszyle, norki, króliki... a także psy i koty kończą swój krótki, przepełniony cierpieniem  żywot w imię mody! Mody ociekającej krwią!

środa, 4 listopada 2009

Clover - nietypowa fretka adopcyjna

Od roku jest z nami fretka Clover, która ani nie mieszka z nami, ani nie bawi się z nami, a na dodatek nie wygląda tak jak my!


Wygląda trochę inaczej - ma długie, smukłe ciałko, futerko ma jasne, elegancki śliniaczek, na ogonku czarny pędzelek... ale łapki tak samo czarne jak my!

Śliczna frecia panienka mieszka bardzo daleko, bo aż za Oceanem, na prerii... i jest jedną z tych fretek, które można adoptować wirtualnie :-)

Nie leniuchuje tak jak my, tylko bierze udział, wraz z kompanami w programie walki z zarazą, która zagraża dziko żyjący fretkom czarnołapym.

Fretki czarnołape żywią się przede wszystim pieskami preriowymi, na które to polowano tak intenstywnie, że z czasem zabrakło ich w menu tchórzy...i tak się stało, że Mustela Nigripes są na liście CITES i muszą być reintrodukowane w środowisku :-(

Dziś część z nich mieszka w ośrodkach badawczych, pojedyncze osobniki w zoo, a część już szczęśliwe buszuje na prerii - w ciągu 20 lat udało się przywrócić naturze ponad 200 osobników! Pan Travis Livieri opiekuje się BFF w ośrodku w Colorado, a wszystkie sukcesy i porażki pracy nad reintrodukcją tego zagrożonego gatunku opisuje na blogu

Jeżeli zaciekawiła Was nasza koleżanka Clover, to poczytajcie o BFF i zagrajcie w grę, która sprawdzi waszą wiedzę o tchórzu czarnołapym.

poniedziałek, 12 października 2009

Jesienne fretki

Jesienne deszcze zmusiły nas, by wreszcie zasiąść do komputera i napisać, co tam u Dziabągów słychać !

Ostatnio bylismy zajeci wizytami w lecznicy, bo nadszedl czas kolejnych frecich przegladów!
A oto wyniki:
Dziabąga znowu zaczal meczyc kaszel, wiec musial sie troche postresowac - pobieranie krwi, wizyta u kardiologa. Musimy walczyć z nadmiarem mocznika (co jest bbb trudne), poprawic lekko nadwatlona watrobke...a serce ma sie bez zmian (no jest malutenka poprawa, no ale ten kaszel). Chwilowo sytuacja jest opanowana i oby tak bylo dluugie miesiace! Trzymajcie kciuki!!!



Tasia zrobila sie jakas spiaca królewna, ogonek nie chcial porastać wloskami (po opóźnionym lysieniu letnim?)...a tu zbliża sie wiek 5,5 latek... wieć udalismy sie na badanie krwi! Stresu i niezadowolenia nie bylo konca, a wyniki - idealne!!!



Dyzio jeszcze sie nie odwazyl wyjsc z domu... bo jak wszyscy wiedza, to najprawdziwszy fretko-tchórz! ale i tak go czeka wycieczka - za miesiac cala trojka ma przeglad usg!

niedziela, 26 lipca 2009

5 lat temu - 3 frecie

Dziabąg był przez pierwszy rok swojej bytności panem i władcą!
Aż tu pewnego upalnego dnia lipcowego 2004 życie tego rozpieszczonego amanta zmieniło się... i to diametralnie!
Do jego domu wprowadziła się córcia Tasia, rezolutna wszędobylska panienka.
Kilka dni później dołączyła zagubiona sierotka Dyzio... sklepowy chorutek.
Tata, a zarazem Wujcio Dziabąg był załamany! Gnojstwo go podgryzało, się przytulało, znosiło jedzenie do spanka... a nawet zrobiło sobie toaletę w jego najukochańszej kryjowce!

A dziś - to jego wierni opiekunowie, obrońcy i przyjaciele!



a Dyzio jest taki sam... niezmiennie zawadziacki, zawsze radosny i z pełnym frecim ADHD - freci szczeniak, lat 5 i 2 m-ce!
DYZIU, STOOO LAT!!!

czwartek, 2 lipca 2009

Dziabąg znany i ... podkradany



Temat "podkradania Dziabąga" powraca jak bumerang!
Zdjęcie Dziabąga powstało podczas spotkania z wetką Joanną Zarzyńską z okazji Pierwszych Dni Fretki na SGGW, w 2006 roku, a następnie zostalo opublikowane w fachowym pismie "Fauna i flora"
http://www.faunaflora.com.pl/archiwum/2006/sierpien/sierpien.php

Od tamtego czasu, raz na jakis czas jest podkradane i publikowane - a to na wwww.nasza-klasa.pl, a to na róznych aukcjach...

aktualnie -
http://www.allegro.pl/item67842462_roczna_fretka_samiec_niekastrowany_z_charakterem.html
po prosbie usunięcia zdjęcia z aukcji postanowiono zalozyć nową aukcję
http://www.allegro.pl/item678424627_roczna_fretka_samiec_niekastrowany_z_charakterem.html

a na dodatek... Dziabąg zostal matką!
http://allegro.pl/item681661512.html !!!

Wychodzi na to, że ciągle go sprzedają, i to zazwyczaj jako mlodziutkiego samczyka!!!
Serwisy ogloszeniowe nie reaguja na moje upomnienia, a uzytkownicy po czasie zdejmują zdjęcie, a niekiedy cala aukcję!
Mnie to denerwuje, nie tylko dlatego, że ktos podkrada mojego Dziabąga, a przedewszystkim czyjes zdjecie... ale też dlatego, ze sprzedając zwierzaka nie ma nawet jego prawdziwych zdjęc, co jak dla mnie swiadzczy o braku wiezi do freta (nie mowiac o sprzedawaniu i to przez internet)...ech, szkoda gadac!

ps. czasami na aukcji pojawia się Dziabąg z Dyziem (to samo pochodzenie zdjęcia)

wtorek, 23 czerwca 2009

Dzień Taty Dziabąga



Dawno nie pisalimy, bo mielismy bardzo dużo pracy...ale o tym innym razem.

Najwazniejsze to to, że tata Tasi i przyszywany tata Dyzia, szacowny senior rodu, pan Dziabąg ... powraca do zdrowia! Oczywiscie, jak to w tym wieku, na ideał nie ma już co liczyć, ale od kilku dni próbuje znowu biegać!!!

Tatku Dziabągu, życzymy zdrówka!!!

środa, 13 maja 2009

5 lat Diabła Tasmańskiego


Dzisiaj nasze diablątko kończy 5 lat - 5 lat nieustannego reformowania - Tasia od pierwszych dni zasłużyła na swoje imię ;-) Na dzieńdobry pozbawiła nas prądu demontując gniazdko elektryczne od którego zasilany był cały sprzęt! Z perspektywy czasu okazuje się, że jej niecne uczynki nadały pozytywny obrót kwestii urządzenia mieszkania ;-) Już nie ma gniazdek przy podłodze, żadne kable się nie walają pod stołem, no i nie ma opcji wejścia na parapet. Choć po tych 5 latach jest o niebo (diabeł w niebie?) lepiej, to Tasmania nadal w pełni zasługuje na swe imię - charakterku się nie pozbyła i pewnych rzeczy nie da sobie przetłumaczyć, jak robienia zapasów pod łóżkiem, czy włamywania do szafy... Co prawda przez te 5 lat naprawdę się zreformowała, tak że mozna ją przytulic do twarzy (nie dziurkuje warg i nosa) oraz karmic z ręki (nie przegryza już palców), to nadal potrafi nieźle dziabnąć szczególnie podczas sprzątania podłogi - ma być brudno i basta!
Nie można nie pochwalić Tasi za obronę domicylu - nie chowa się jak Dyzio tylko dzielnie atakuje (szczególnie kobiety) a i o łupach nie zapomina - nie przepuści okazji do zrabowania chusteczek z torebki lub plecaka ;-) Niestety z podobnych względów nie możemy dłużej gościć frecich samiczek - tych nie toleruje śmiertelnie i po barbarzyńsku usiłuje eksterminować :-( Raz tylko zdarzył sie cud - rok temu próbowała matkować 2 miesięcznej Mufce a po jej wyjeździe bardzo posmutniała...
Wiele by można jeszcze napisać co Tasmania zbroiła przez całe swoje diable życie, ale to (mamy nadzieję) dopiero za rok - a przez ten czas niech nam żyje zdrowo i daje przykład innym fretkom jak trzymać dobrą forme pomimo dojrzałego wieku ;-) 100 lat Tasiu!
PS. Dzisiaj 5 lat konczy również liczne rodzeństwo Tasi - dzieci Dziabąga i Nutki :-) Niestety niektórzy juz odeszli (Albert), inni maja się całkiem dobrze (Crazy), a o większości nic nie wiemy, niemniej jednak wszystkich ściskamy + czochramy urodzinowo i życzymy 100 lat w zdrowiu i frecim szaleństwie :-)

niedziela, 3 maja 2009

6 lat temu urodził się Dziabąg!!!

Dziabąg, 6-latek

Moi Drodzy!
Wznosicie za mnie toast, jakże mnie to raduje!!!
Opowiem Wam trochę o moim życiu!

W maju 2003 urodziłem się - na jakieś fermie lub innym mało przyjemnym miejscu...

Od czerwca mieszkałem - w sklepie zoologicznym (na szczęście dbali tam o mnie)
W lipcu odwiedziła mnie jakaś miła pani i bardzo dużo głaskała...a ja ani razu nie ugryzłem!!!
We wrześniu, co najpierw co kilka dni, potem codziennie przychodziła znowu ta miła pani, z jakimś strasznie miłym panem - bawili się ze mną i mówili, że chyba czeka mnie przeprowadzka...
4 października 2003, w czwartek wieczorem - przywieźli transporterek, wzięli mnie na ręce, kupili puszkę Claudersa... i zobaczyłem wielki świat! jechałem tramwajem (schowałem się do plecaka) i wszedłem do domu, nowego miejsca, pełnego nowych zapachów, których się trochę bałem, więc zamieszkałem na czas jakiś za wielkim łóżkiem...
... przez 5,5 roku wydarzeń było bez liku - przemeblowania, remonty, a co najważniejsze - randki i rodziły się moje dzieciaczki, potem wnuki, prawnuki... zamieszkali ze mną moja córcia Tasia i przyszywany synek Dyzio! Jak mi z nimi dobrze!
Od 1,5 miewam problemy ze zdrowiem, ale konieckońców biorę się w garść i zdrowieję! Pół roku temu przeszedłem bbb poważną operację, serducho jest pod kontrolą, a to, że w nóżkach wróci władza bbb mocno wierzę!!!
...6 lat minęło jak jeden dzień...

środa, 15 kwietnia 2009

Wiosna to źródło energii!

Wiosna jest piękna! Nareszcie taka, jaką lubimy - słoneczna z powiewiem orzeźwienia!
Dziabągi chętne do zabawy (co prawda, każdy o innej porze) czekają na wiosenne spacerki! Dyzio (słynny zmarźluch) nie zmienia jeszcze futerka - dumnie obnosi się ze swoim grubym, zimowym futerkiem, a Tasia postanowiła w ciągu 2 dni zmienić wygląd - teraz przypomina raczej szczurka, a nie fretkę ;)
Dziabąg ma lepsze i gorsze dni - a to chory pyszczek (niech ten mocznik pójdzie sobie precz!), a to wizyta u lekarza i płukanie... ale dzięki temu spaceruje, a to zabawowy zryw!

niedziela, 12 kwietnia 2009

Wiosenne świętowanie, pomimo nerwów

w drodze do przychodni
Dziabąg w roli zajączka wielkanocnego
drzemka pod lecznicą?

Dziabągi poczuły nadchodzącą wiosnę - temperatura się podniosła, więc już mniej śpimy, mniej jemy ... a w głowie nam tylko zabawy!!! Dyzio gania na potęgę Tasię, a Tasia buszuje ile się tylko da - istne diabełki!!!
Tylko Dziabąg nie może się w pełni cieszyć nadchodzącą wiosną - już po raz czwarty jego wrażliwe, starzejące się ciałko odczuło zmiany w pogodzie,ech...
Przełom jesieni i zimy, a potem zimy i wiosny są dla Dziadka czasem, kiedy łamie w kościach i wykręca w stawach!
Zaczęło się osłabienia nóżek, które to nie wróciły po ostatnim osłabieniu do normy. Rozpoczęliśmy walkę, ale pogoda postanowiła nam przeszkodzić-zaczęły się nawałnice i dni pełne przeszywającej wilgoci...wizyta u wetki i zaczynamy się leczyć-pełni optymizmu!!! Jednakże, po 10 dniach nic się nie zmieniło - na lepsze, a i pozornie na gorsze, więc znowu wizyta u wetki... i badanie krwi - nózki nie pracują, to i mocz zalega w pęcherzu - mocznik przekoroczony 4-krotnie, wrrr
Pani doktor mocno wierzy w Dziabąga i płuczemy go przez 2 dni - chłopak znosi to bardzo dzielnie, a i jego serducho jest wytrwałe!
Teraz czas poświętować...

niedziela, 22 marca 2009

Czy to już wiosna???

Dyzio i Dziabąg wyczekują wiosny
Uff, za nami kolejny piątek trzynastego!!!
13.02 Dziabąg był na wizycie u kardiologa, bo coś nienajlepiej się czuł i prezentował po kroplówkach, które dostał na oczyszczenie nerek. Diagnoza niepocieszająca - kardiomiopatia rozstrzeniowa... starość nie radość
Minął miesiąc regularnego podawania leków, na wzmocnienie mięśnia serca i zapobiegawczo, co by się nie rozrastało, oraz specyfików na pozbycie się nadmiaru płynu, by nie obciążał pikaweczki - i mamy efekty!!! Dziabąg chętnie się bawi, często pierwszy wstaje i dopomina się zabaw, a i chrapanie podczas snu jest dużo cichsze!!!
Jedyne co jest niepokojące, to nadmierny apetyt, poddenerwowanie jedzeniem!

Wyczekujemy wiosny, takiej ciepłej, pachnącej... byśmy mogli pospacerować, poniuchać w trawie, pokopać pod drzewkami i wywietrzyć nasze futerka!

piątek, 13 marca 2009

Meldujemy się!

Dziabąg się kuruje, a my go w tym wspieramy


Dawno się nie odzywaliśmy... gdyż byliśmy bardzo, ale to bardzo zajęci!
Dziabąg miał dużo badań, a wyniki nie były najlepsze!
Zajęliśmy się kurowaniem naszej Głowy Rodziny - u to leki, a to regularne posiłki, a to umiarkowane zabawy, a to doglądanie i dopieszczanie...
Dziabąg dzielnie znosi wszystkie zabiegi i ma się ... lepiej!!!
A o tym, jak wygląda nasze przedwiośnie napiszemy lada dzień!!!

sobota, 24 stycznia 2009

Kontrola zdrowia


Minęły kolejne dwa tygodnie rekonwalescencji, która przebiega najlepiej w zakresie apetytu i dobrego humoru! W środku raczej wszystko się pogoiło i nie doskwiera mi jakoś widocznie, sen mam spokojny, zabawy znikome - bo taka pora,tylko to chodzenie jest największym problemem, choć już i tak jest lepiej!

Na wizytę, w czwartek pojechała cała nasza brygada (miał też jechać Dyzio - ze względu na przepełnione i ulewające się gruczoły, no i swoją linię tasiemki i wagę samiczki, ale pojechała też Tasia, bo załapała jakieś pokasływanie)
- Dyzio został oczyszczony, obejrzany wnikliwie i ...jak się nie weźmie za siebie, to zrobią mu badanie krwi (ale będzie wrzask!)
- Tasia załapała infekcyjkę gardła i dostała chemioterapeutyk (p.wetka podziwiała jej zimowe otłuszczenie! kiedyś też byłem taki elegancik!!!)

A u mnie? Gardło, węzły, serce, płuca, brzuszek - ok! no ale te nóżki...
Potem została mi pobrana krew (elegancko, bezproblemowo, nawet nie drgnąłem... a założyli rękawice, co bym nikogo nie pogryzł... ja? Dziabąg? a popołudniu druga p. wetka zbadała mnie znowu, a następnie zrobiła mi usg (strasznie się wierciłem, bo to zimne i takie tam ugniatanie brzucha, ale w nagrodę mogłem pobuszować po całym gabinecie!) - ogólnie nie jest źle... tylko, że są te torbielki... oby wolniutko, albo nigdy nie rosły! no i mam kamień w nerce... ale tak wszystko wygląda cacy!!!

Pani wetka przeanalizowała moje wyniki krwi - krew jest w porządku (po takiej operacji i po takich przejściach), tylko mam za dużo mocznika, i stwierdziła, że będą mnie trochę płukać (będą mi robili kroplówki w domu, dadzą lek na siusianie - jasne, że nie inny niż ten, co miesiąc temu mnie zatkał!)... ale to za tydzień, kiedy już wszyscy będą mieli na to spokojnie czas... uff
Co mi się nie spodobało, to to że ograniczą mi trochę ilość samego mięsiwa (to miało byc tylko dla rekonwalescencji!!!
w trakcie piątkowej wizyty omówiono też kwestię moich tylnych nóżek i kręgosłupa - od spondylozy przecież już nie ucieknę, więc za jakiś czas... jak już mnie popłuczą i siły mi wrócą, to zajmą się tymi kręgami - albo będą leki przeciwbólowe, albo na chrząstkę... zobaczymy... a na przykurczoną nogę (od ponad miesiąca nie chce się porządnie wyprostować - to po kłuciu) dostałem vit.B comlex i masowanie...
Szkoda, że chodzenie po całym domu jest chwilowo zablokowane...tam panuje jakaś zaraza...
Posted by Picasa

wtorek, 13 stycznia 2009

Minęły już 2 tygodnie od operacji


Mijają kolejne dni, a ja się powolutku kuruję...
Wczoraj minęly 2 tygodnie od operacji... jak szybko!!!

Apetyt mam - już nie dostaję papki ze strzykawki, jak po samej operacji - jakie to było pyszne!!! Wracamy do normalnego trybu - mięsko, mięsko z gerberkiem, trochę suchego moczonego... jako pierwszy przybiegam do kuchni i niecierpliwie czekam na papu! Tasia i Dyzio marudzą, wybrzydzają, a ja wcinam ze smakiem!
Brzuszek powoli zarasta pojedynczymi włoskami, więc wyglądam przekomicznie!
Bardzo duuużo śpię, ale bardzo spokojnie, no i oczywiście z towarzystwem lub sam - ale z dala od transporterka=szpitalika (chyba źle mi się kojarzy!). Nocnego łazikowania już zaprzestałem (byłem rozregulowany całym wydarzeniem, lekami, no i brakiem mojego, fretkowego towarzystwa).
Zabawa mi w głowie bardzo sporadycznie (w sumie, to wszyscy raczej śpią), ale jak już, to usiłuje wykonywać radosne skoki itp, ale bardzo krótko - potem oddalam się do spanka... jeszcze lekko ściągnięty szyciem, nadal słabym krokiem...