Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tasmania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tasmania. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2009

5 lat temu - 3 frecie

Dziabąg był przez pierwszy rok swojej bytności panem i władcą!
Aż tu pewnego upalnego dnia lipcowego 2004 życie tego rozpieszczonego amanta zmieniło się... i to diametralnie!
Do jego domu wprowadziła się córcia Tasia, rezolutna wszędobylska panienka.
Kilka dni później dołączyła zagubiona sierotka Dyzio... sklepowy chorutek.
Tata, a zarazem Wujcio Dziabąg był załamany! Gnojstwo go podgryzało, się przytulało, znosiło jedzenie do spanka... a nawet zrobiło sobie toaletę w jego najukochańszej kryjowce!

A dziś - to jego wierni opiekunowie, obrońcy i przyjaciele!



a Dyzio jest taki sam... niezmiennie zawadziacki, zawsze radosny i z pełnym frecim ADHD - freci szczeniak, lat 5 i 2 m-ce!
DYZIU, STOOO LAT!!!

środa, 13 maja 2009

5 lat Diabła Tasmańskiego


Dzisiaj nasze diablątko kończy 5 lat - 5 lat nieustannego reformowania - Tasia od pierwszych dni zasłużyła na swoje imię ;-) Na dzieńdobry pozbawiła nas prądu demontując gniazdko elektryczne od którego zasilany był cały sprzęt! Z perspektywy czasu okazuje się, że jej niecne uczynki nadały pozytywny obrót kwestii urządzenia mieszkania ;-) Już nie ma gniazdek przy podłodze, żadne kable się nie walają pod stołem, no i nie ma opcji wejścia na parapet. Choć po tych 5 latach jest o niebo (diabeł w niebie?) lepiej, to Tasmania nadal w pełni zasługuje na swe imię - charakterku się nie pozbyła i pewnych rzeczy nie da sobie przetłumaczyć, jak robienia zapasów pod łóżkiem, czy włamywania do szafy... Co prawda przez te 5 lat naprawdę się zreformowała, tak że mozna ją przytulic do twarzy (nie dziurkuje warg i nosa) oraz karmic z ręki (nie przegryza już palców), to nadal potrafi nieźle dziabnąć szczególnie podczas sprzątania podłogi - ma być brudno i basta!
Nie można nie pochwalić Tasi za obronę domicylu - nie chowa się jak Dyzio tylko dzielnie atakuje (szczególnie kobiety) a i o łupach nie zapomina - nie przepuści okazji do zrabowania chusteczek z torebki lub plecaka ;-) Niestety z podobnych względów nie możemy dłużej gościć frecich samiczek - tych nie toleruje śmiertelnie i po barbarzyńsku usiłuje eksterminować :-( Raz tylko zdarzył sie cud - rok temu próbowała matkować 2 miesięcznej Mufce a po jej wyjeździe bardzo posmutniała...
Wiele by można jeszcze napisać co Tasmania zbroiła przez całe swoje diable życie, ale to (mamy nadzieję) dopiero za rok - a przez ten czas niech nam żyje zdrowo i daje przykład innym fretkom jak trzymać dobrą forme pomimo dojrzałego wieku ;-) 100 lat Tasiu!
PS. Dzisiaj 5 lat konczy również liczne rodzeństwo Tasi - dzieci Dziabąga i Nutki :-) Niestety niektórzy juz odeszli (Albert), inni maja się całkiem dobrze (Crazy), a o większości nic nie wiemy, niemniej jednak wszystkich ściskamy + czochramy urodzinowo i życzymy 100 lat w zdrowiu i frecim szaleństwie :-)

środa, 15 kwietnia 2009

Wiosna to źródło energii!

Wiosna jest piękna! Nareszcie taka, jaką lubimy - słoneczna z powiewiem orzeźwienia!
Dziabągi chętne do zabawy (co prawda, każdy o innej porze) czekają na wiosenne spacerki! Dyzio (słynny zmarźluch) nie zmienia jeszcze futerka - dumnie obnosi się ze swoim grubym, zimowym futerkiem, a Tasia postanowiła w ciągu 2 dni zmienić wygląd - teraz przypomina raczej szczurka, a nie fretkę ;)
Dziabąg ma lepsze i gorsze dni - a to chory pyszczek (niech ten mocznik pójdzie sobie precz!), a to wizyta u lekarza i płukanie... ale dzięki temu spaceruje, a to zabawowy zryw!

sobota, 24 stycznia 2009

Kontrola zdrowia


Minęły kolejne dwa tygodnie rekonwalescencji, która przebiega najlepiej w zakresie apetytu i dobrego humoru! W środku raczej wszystko się pogoiło i nie doskwiera mi jakoś widocznie, sen mam spokojny, zabawy znikome - bo taka pora,tylko to chodzenie jest największym problemem, choć już i tak jest lepiej!

Na wizytę, w czwartek pojechała cała nasza brygada (miał też jechać Dyzio - ze względu na przepełnione i ulewające się gruczoły, no i swoją linię tasiemki i wagę samiczki, ale pojechała też Tasia, bo załapała jakieś pokasływanie)
- Dyzio został oczyszczony, obejrzany wnikliwie i ...jak się nie weźmie za siebie, to zrobią mu badanie krwi (ale będzie wrzask!)
- Tasia załapała infekcyjkę gardła i dostała chemioterapeutyk (p.wetka podziwiała jej zimowe otłuszczenie! kiedyś też byłem taki elegancik!!!)

A u mnie? Gardło, węzły, serce, płuca, brzuszek - ok! no ale te nóżki...
Potem została mi pobrana krew (elegancko, bezproblemowo, nawet nie drgnąłem... a założyli rękawice, co bym nikogo nie pogryzł... ja? Dziabąg? a popołudniu druga p. wetka zbadała mnie znowu, a następnie zrobiła mi usg (strasznie się wierciłem, bo to zimne i takie tam ugniatanie brzucha, ale w nagrodę mogłem pobuszować po całym gabinecie!) - ogólnie nie jest źle... tylko, że są te torbielki... oby wolniutko, albo nigdy nie rosły! no i mam kamień w nerce... ale tak wszystko wygląda cacy!!!

Pani wetka przeanalizowała moje wyniki krwi - krew jest w porządku (po takiej operacji i po takich przejściach), tylko mam za dużo mocznika, i stwierdziła, że będą mnie trochę płukać (będą mi robili kroplówki w domu, dadzą lek na siusianie - jasne, że nie inny niż ten, co miesiąc temu mnie zatkał!)... ale to za tydzień, kiedy już wszyscy będą mieli na to spokojnie czas... uff
Co mi się nie spodobało, to to że ograniczą mi trochę ilość samego mięsiwa (to miało byc tylko dla rekonwalescencji!!!
w trakcie piątkowej wizyty omówiono też kwestię moich tylnych nóżek i kręgosłupa - od spondylozy przecież już nie ucieknę, więc za jakiś czas... jak już mnie popłuczą i siły mi wrócą, to zajmą się tymi kręgami - albo będą leki przeciwbólowe, albo na chrząstkę... zobaczymy... a na przykurczoną nogę (od ponad miesiąca nie chce się porządnie wyprostować - to po kłuciu) dostałem vit.B comlex i masowanie...
Szkoda, że chodzenie po całym domu jest chwilowo zablokowane...tam panuje jakaś zaraza...
Posted by Picasa