Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyzio. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dyzio. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2009

5 lat temu - 3 frecie

Dziabąg był przez pierwszy rok swojej bytności panem i władcą!
Aż tu pewnego upalnego dnia lipcowego 2004 życie tego rozpieszczonego amanta zmieniło się... i to diametralnie!
Do jego domu wprowadziła się córcia Tasia, rezolutna wszędobylska panienka.
Kilka dni później dołączyła zagubiona sierotka Dyzio... sklepowy chorutek.
Tata, a zarazem Wujcio Dziabąg był załamany! Gnojstwo go podgryzało, się przytulało, znosiło jedzenie do spanka... a nawet zrobiło sobie toaletę w jego najukochańszej kryjowce!

A dziś - to jego wierni opiekunowie, obrońcy i przyjaciele!



a Dyzio jest taki sam... niezmiennie zawadziacki, zawsze radosny i z pełnym frecim ADHD - freci szczeniak, lat 5 i 2 m-ce!
DYZIU, STOOO LAT!!!

sobota, 24 stycznia 2009

Kontrola zdrowia


Minęły kolejne dwa tygodnie rekonwalescencji, która przebiega najlepiej w zakresie apetytu i dobrego humoru! W środku raczej wszystko się pogoiło i nie doskwiera mi jakoś widocznie, sen mam spokojny, zabawy znikome - bo taka pora,tylko to chodzenie jest największym problemem, choć już i tak jest lepiej!

Na wizytę, w czwartek pojechała cała nasza brygada (miał też jechać Dyzio - ze względu na przepełnione i ulewające się gruczoły, no i swoją linię tasiemki i wagę samiczki, ale pojechała też Tasia, bo załapała jakieś pokasływanie)
- Dyzio został oczyszczony, obejrzany wnikliwie i ...jak się nie weźmie za siebie, to zrobią mu badanie krwi (ale będzie wrzask!)
- Tasia załapała infekcyjkę gardła i dostała chemioterapeutyk (p.wetka podziwiała jej zimowe otłuszczenie! kiedyś też byłem taki elegancik!!!)

A u mnie? Gardło, węzły, serce, płuca, brzuszek - ok! no ale te nóżki...
Potem została mi pobrana krew (elegancko, bezproblemowo, nawet nie drgnąłem... a założyli rękawice, co bym nikogo nie pogryzł... ja? Dziabąg? a popołudniu druga p. wetka zbadała mnie znowu, a następnie zrobiła mi usg (strasznie się wierciłem, bo to zimne i takie tam ugniatanie brzucha, ale w nagrodę mogłem pobuszować po całym gabinecie!) - ogólnie nie jest źle... tylko, że są te torbielki... oby wolniutko, albo nigdy nie rosły! no i mam kamień w nerce... ale tak wszystko wygląda cacy!!!

Pani wetka przeanalizowała moje wyniki krwi - krew jest w porządku (po takiej operacji i po takich przejściach), tylko mam za dużo mocznika, i stwierdziła, że będą mnie trochę płukać (będą mi robili kroplówki w domu, dadzą lek na siusianie - jasne, że nie inny niż ten, co miesiąc temu mnie zatkał!)... ale to za tydzień, kiedy już wszyscy będą mieli na to spokojnie czas... uff
Co mi się nie spodobało, to to że ograniczą mi trochę ilość samego mięsiwa (to miało byc tylko dla rekonwalescencji!!!
w trakcie piątkowej wizyty omówiono też kwestię moich tylnych nóżek i kręgosłupa - od spondylozy przecież już nie ucieknę, więc za jakiś czas... jak już mnie popłuczą i siły mi wrócą, to zajmą się tymi kręgami - albo będą leki przeciwbólowe, albo na chrząstkę... zobaczymy... a na przykurczoną nogę (od ponad miesiąca nie chce się porządnie wyprostować - to po kłuciu) dostałem vit.B comlex i masowanie...
Szkoda, że chodzenie po całym domu jest chwilowo zablokowane...tam panuje jakaś zaraza...
Posted by Picasa