Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziabąg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziabąg. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 października 2009

Jesienne fretki

Jesienne deszcze zmusiły nas, by wreszcie zasiąść do komputera i napisać, co tam u Dziabągów słychać !

Ostatnio bylismy zajeci wizytami w lecznicy, bo nadszedl czas kolejnych frecich przegladów!
A oto wyniki:
Dziabąga znowu zaczal meczyc kaszel, wiec musial sie troche postresowac - pobieranie krwi, wizyta u kardiologa. Musimy walczyć z nadmiarem mocznika (co jest bbb trudne), poprawic lekko nadwatlona watrobke...a serce ma sie bez zmian (no jest malutenka poprawa, no ale ten kaszel). Chwilowo sytuacja jest opanowana i oby tak bylo dluugie miesiace! Trzymajcie kciuki!!!



Tasia zrobila sie jakas spiaca królewna, ogonek nie chcial porastać wloskami (po opóźnionym lysieniu letnim?)...a tu zbliża sie wiek 5,5 latek... wieć udalismy sie na badanie krwi! Stresu i niezadowolenia nie bylo konca, a wyniki - idealne!!!



Dyzio jeszcze sie nie odwazyl wyjsc z domu... bo jak wszyscy wiedza, to najprawdziwszy fretko-tchórz! ale i tak go czeka wycieczka - za miesiac cala trojka ma przeglad usg!

niedziela, 26 lipca 2009

5 lat temu - 3 frecie

Dziabąg był przez pierwszy rok swojej bytności panem i władcą!
Aż tu pewnego upalnego dnia lipcowego 2004 życie tego rozpieszczonego amanta zmieniło się... i to diametralnie!
Do jego domu wprowadziła się córcia Tasia, rezolutna wszędobylska panienka.
Kilka dni później dołączyła zagubiona sierotka Dyzio... sklepowy chorutek.
Tata, a zarazem Wujcio Dziabąg był załamany! Gnojstwo go podgryzało, się przytulało, znosiło jedzenie do spanka... a nawet zrobiło sobie toaletę w jego najukochańszej kryjowce!

A dziś - to jego wierni opiekunowie, obrońcy i przyjaciele!



a Dyzio jest taki sam... niezmiennie zawadziacki, zawsze radosny i z pełnym frecim ADHD - freci szczeniak, lat 5 i 2 m-ce!
DYZIU, STOOO LAT!!!

czwartek, 2 lipca 2009

Dziabąg znany i ... podkradany



Temat "podkradania Dziabąga" powraca jak bumerang!
Zdjęcie Dziabąga powstało podczas spotkania z wetką Joanną Zarzyńską z okazji Pierwszych Dni Fretki na SGGW, w 2006 roku, a następnie zostalo opublikowane w fachowym pismie "Fauna i flora"
http://www.faunaflora.com.pl/archiwum/2006/sierpien/sierpien.php

Od tamtego czasu, raz na jakis czas jest podkradane i publikowane - a to na wwww.nasza-klasa.pl, a to na róznych aukcjach...

aktualnie -
http://www.allegro.pl/item67842462_roczna_fretka_samiec_niekastrowany_z_charakterem.html
po prosbie usunięcia zdjęcia z aukcji postanowiono zalozyć nową aukcję
http://www.allegro.pl/item678424627_roczna_fretka_samiec_niekastrowany_z_charakterem.html

a na dodatek... Dziabąg zostal matką!
http://allegro.pl/item681661512.html !!!

Wychodzi na to, że ciągle go sprzedają, i to zazwyczaj jako mlodziutkiego samczyka!!!
Serwisy ogloszeniowe nie reaguja na moje upomnienia, a uzytkownicy po czasie zdejmują zdjęcie, a niekiedy cala aukcję!
Mnie to denerwuje, nie tylko dlatego, że ktos podkrada mojego Dziabąga, a przedewszystkim czyjes zdjecie... ale też dlatego, ze sprzedając zwierzaka nie ma nawet jego prawdziwych zdjęc, co jak dla mnie swiadzczy o braku wiezi do freta (nie mowiac o sprzedawaniu i to przez internet)...ech, szkoda gadac!

ps. czasami na aukcji pojawia się Dziabąg z Dyziem (to samo pochodzenie zdjęcia)

wtorek, 23 czerwca 2009

Dzień Taty Dziabąga



Dawno nie pisalimy, bo mielismy bardzo dużo pracy...ale o tym innym razem.

Najwazniejsze to to, że tata Tasi i przyszywany tata Dyzia, szacowny senior rodu, pan Dziabąg ... powraca do zdrowia! Oczywiscie, jak to w tym wieku, na ideał nie ma już co liczyć, ale od kilku dni próbuje znowu biegać!!!

Tatku Dziabągu, życzymy zdrówka!!!

niedziela, 3 maja 2009

6 lat temu urodził się Dziabąg!!!

Dziabąg, 6-latek

Moi Drodzy!
Wznosicie za mnie toast, jakże mnie to raduje!!!
Opowiem Wam trochę o moim życiu!

W maju 2003 urodziłem się - na jakieś fermie lub innym mało przyjemnym miejscu...

Od czerwca mieszkałem - w sklepie zoologicznym (na szczęście dbali tam o mnie)
W lipcu odwiedziła mnie jakaś miła pani i bardzo dużo głaskała...a ja ani razu nie ugryzłem!!!
We wrześniu, co najpierw co kilka dni, potem codziennie przychodziła znowu ta miła pani, z jakimś strasznie miłym panem - bawili się ze mną i mówili, że chyba czeka mnie przeprowadzka...
4 października 2003, w czwartek wieczorem - przywieźli transporterek, wzięli mnie na ręce, kupili puszkę Claudersa... i zobaczyłem wielki świat! jechałem tramwajem (schowałem się do plecaka) i wszedłem do domu, nowego miejsca, pełnego nowych zapachów, których się trochę bałem, więc zamieszkałem na czas jakiś za wielkim łóżkiem...
... przez 5,5 roku wydarzeń było bez liku - przemeblowania, remonty, a co najważniejsze - randki i rodziły się moje dzieciaczki, potem wnuki, prawnuki... zamieszkali ze mną moja córcia Tasia i przyszywany synek Dyzio! Jak mi z nimi dobrze!
Od 1,5 miewam problemy ze zdrowiem, ale konieckońców biorę się w garść i zdrowieję! Pół roku temu przeszedłem bbb poważną operację, serducho jest pod kontrolą, a to, że w nóżkach wróci władza bbb mocno wierzę!!!
...6 lat minęło jak jeden dzień...

środa, 15 kwietnia 2009

Wiosna to źródło energii!

Wiosna jest piękna! Nareszcie taka, jaką lubimy - słoneczna z powiewiem orzeźwienia!
Dziabągi chętne do zabawy (co prawda, każdy o innej porze) czekają na wiosenne spacerki! Dyzio (słynny zmarźluch) nie zmienia jeszcze futerka - dumnie obnosi się ze swoim grubym, zimowym futerkiem, a Tasia postanowiła w ciągu 2 dni zmienić wygląd - teraz przypomina raczej szczurka, a nie fretkę ;)
Dziabąg ma lepsze i gorsze dni - a to chory pyszczek (niech ten mocznik pójdzie sobie precz!), a to wizyta u lekarza i płukanie... ale dzięki temu spaceruje, a to zabawowy zryw!

niedziela, 12 kwietnia 2009

Wiosenne świętowanie, pomimo nerwów

w drodze do przychodni
Dziabąg w roli zajączka wielkanocnego
drzemka pod lecznicą?

Dziabągi poczuły nadchodzącą wiosnę - temperatura się podniosła, więc już mniej śpimy, mniej jemy ... a w głowie nam tylko zabawy!!! Dyzio gania na potęgę Tasię, a Tasia buszuje ile się tylko da - istne diabełki!!!
Tylko Dziabąg nie może się w pełni cieszyć nadchodzącą wiosną - już po raz czwarty jego wrażliwe, starzejące się ciałko odczuło zmiany w pogodzie,ech...
Przełom jesieni i zimy, a potem zimy i wiosny są dla Dziadka czasem, kiedy łamie w kościach i wykręca w stawach!
Zaczęło się osłabienia nóżek, które to nie wróciły po ostatnim osłabieniu do normy. Rozpoczęliśmy walkę, ale pogoda postanowiła nam przeszkodzić-zaczęły się nawałnice i dni pełne przeszywającej wilgoci...wizyta u wetki i zaczynamy się leczyć-pełni optymizmu!!! Jednakże, po 10 dniach nic się nie zmieniło - na lepsze, a i pozornie na gorsze, więc znowu wizyta u wetki... i badanie krwi - nózki nie pracują, to i mocz zalega w pęcherzu - mocznik przekoroczony 4-krotnie, wrrr
Pani doktor mocno wierzy w Dziabąga i płuczemy go przez 2 dni - chłopak znosi to bardzo dzielnie, a i jego serducho jest wytrwałe!
Teraz czas poświętować...

niedziela, 22 marca 2009

Czy to już wiosna???

Dyzio i Dziabąg wyczekują wiosny
Uff, za nami kolejny piątek trzynastego!!!
13.02 Dziabąg był na wizycie u kardiologa, bo coś nienajlepiej się czuł i prezentował po kroplówkach, które dostał na oczyszczenie nerek. Diagnoza niepocieszająca - kardiomiopatia rozstrzeniowa... starość nie radość
Minął miesiąc regularnego podawania leków, na wzmocnienie mięśnia serca i zapobiegawczo, co by się nie rozrastało, oraz specyfików na pozbycie się nadmiaru płynu, by nie obciążał pikaweczki - i mamy efekty!!! Dziabąg chętnie się bawi, często pierwszy wstaje i dopomina się zabaw, a i chrapanie podczas snu jest dużo cichsze!!!
Jedyne co jest niepokojące, to nadmierny apetyt, poddenerwowanie jedzeniem!

Wyczekujemy wiosny, takiej ciepłej, pachnącej... byśmy mogli pospacerować, poniuchać w trawie, pokopać pod drzewkami i wywietrzyć nasze futerka!

piątek, 13 marca 2009

Meldujemy się!

Dziabąg się kuruje, a my go w tym wspieramy


Dawno się nie odzywaliśmy... gdyż byliśmy bardzo, ale to bardzo zajęci!
Dziabąg miał dużo badań, a wyniki nie były najlepsze!
Zajęliśmy się kurowaniem naszej Głowy Rodziny - u to leki, a to regularne posiłki, a to umiarkowane zabawy, a to doglądanie i dopieszczanie...
Dziabąg dzielnie znosi wszystkie zabiegi i ma się ... lepiej!!!
A o tym, jak wygląda nasze przedwiośnie napiszemy lada dzień!!!

sobota, 24 stycznia 2009

Kontrola zdrowia


Minęły kolejne dwa tygodnie rekonwalescencji, która przebiega najlepiej w zakresie apetytu i dobrego humoru! W środku raczej wszystko się pogoiło i nie doskwiera mi jakoś widocznie, sen mam spokojny, zabawy znikome - bo taka pora,tylko to chodzenie jest największym problemem, choć już i tak jest lepiej!

Na wizytę, w czwartek pojechała cała nasza brygada (miał też jechać Dyzio - ze względu na przepełnione i ulewające się gruczoły, no i swoją linię tasiemki i wagę samiczki, ale pojechała też Tasia, bo załapała jakieś pokasływanie)
- Dyzio został oczyszczony, obejrzany wnikliwie i ...jak się nie weźmie za siebie, to zrobią mu badanie krwi (ale będzie wrzask!)
- Tasia załapała infekcyjkę gardła i dostała chemioterapeutyk (p.wetka podziwiała jej zimowe otłuszczenie! kiedyś też byłem taki elegancik!!!)

A u mnie? Gardło, węzły, serce, płuca, brzuszek - ok! no ale te nóżki...
Potem została mi pobrana krew (elegancko, bezproblemowo, nawet nie drgnąłem... a założyli rękawice, co bym nikogo nie pogryzł... ja? Dziabąg? a popołudniu druga p. wetka zbadała mnie znowu, a następnie zrobiła mi usg (strasznie się wierciłem, bo to zimne i takie tam ugniatanie brzucha, ale w nagrodę mogłem pobuszować po całym gabinecie!) - ogólnie nie jest źle... tylko, że są te torbielki... oby wolniutko, albo nigdy nie rosły! no i mam kamień w nerce... ale tak wszystko wygląda cacy!!!

Pani wetka przeanalizowała moje wyniki krwi - krew jest w porządku (po takiej operacji i po takich przejściach), tylko mam za dużo mocznika, i stwierdziła, że będą mnie trochę płukać (będą mi robili kroplówki w domu, dadzą lek na siusianie - jasne, że nie inny niż ten, co miesiąc temu mnie zatkał!)... ale to za tydzień, kiedy już wszyscy będą mieli na to spokojnie czas... uff
Co mi się nie spodobało, to to że ograniczą mi trochę ilość samego mięsiwa (to miało byc tylko dla rekonwalescencji!!!
w trakcie piątkowej wizyty omówiono też kwestię moich tylnych nóżek i kręgosłupa - od spondylozy przecież już nie ucieknę, więc za jakiś czas... jak już mnie popłuczą i siły mi wrócą, to zajmą się tymi kręgami - albo będą leki przeciwbólowe, albo na chrząstkę... zobaczymy... a na przykurczoną nogę (od ponad miesiąca nie chce się porządnie wyprostować - to po kłuciu) dostałem vit.B comlex i masowanie...
Szkoda, że chodzenie po całym domu jest chwilowo zablokowane...tam panuje jakaś zaraza...
Posted by Picasa