poniedziałek, 15 marca 2010

Dyziu, dlaczego???

Właśnie mija tydzień, od kiedy nie ma z nami Dyzia...

Naszego szuracza, tupacza, szwendacza...
fretki o nadłuższym ogonku, najdłuższych wąsikach, najdłuższych kiełkach, najczarniejszym nosku, najokrąglejszych oczkach...
najłagodniejszej freciej naturze...
freciego Przytojniaczka, który skradł niejedno serce...



Osiem dni minęło, od kiedy serce Dziabąga przestało bić...
a Ty, wielki miłośniku Wujcia Dziabąga...
pobiegłeś za Nim... za Tęczowy Most,
tam gdzie nie ma bólu, nie ma choroby,
nie ma smutku i nie ma samotności...

Pozostawiłeś swoje miseczki, hamaczki, zabawki, smakołyki...
i nas, z pustym sercem, potokiem łez, krzykiem rozpaczy...
miłością stłamszoną przez bół rozstania, pustką pogłebiającą tęsknotę...

Setki zdjęć, dziesiątki filmów nie zastąpią Ciebie, tego jedynego,
niezastąpionego freciaka - strażnika domu, broniącego przed obcymi fretkami, freciaka - bojącego dudka na widok zmiotki...freciej zabawy i uśmiechu...



Choroba podstępnie Cię nam wykradła, choć tak dzielnie walczyłeś...
a może miłość do Dziabąga była tak wielka, że podążyłeś za Nim?
ale czemu tak prędko??? Czyżby Ci szepnął na pożegnanie, że czeka na zabawy z Tobą?



Twoja dziewczyna Tasia tęskni za Tobą bardzo...
tęskni za Wami oboma...za czasami, kiedy miała kogo bronić!



...a obiecywaliśmy sobie, że jak tylko przyjdzie wiosna, to pójdziemy na spacer...
jak kiedyś... na Młociny